~Zuza. kilka lat wcześniej~
Miałam sześć lat, gdy moje życie się całkowicie zmieniło. To było 12-stego grudnia 2000 roku. Siedziałam z moją mamą i starszym bratem Robinem w salonie oglądaliśmy Kevina. Okres przed świętami, reklamy świąteczne, nadchodząca magia świąt. Wtulona w Robina, popijająca nektar z bananów, mała dziewczynka w czerwonej sukience, białymi rajtuzami z dwiema kiteczkami splontanymi gumkami, a na nich różowe kokardki.
Rozległ się dżwięk dzwoniącego telefonu, moja mama, brunetka zawsze uśmiechnięta, ciepła kobieta wstała z sofy, aby udać się do kuchni i odebrać telefon.
Dość długo nie wracała.
- Zaczekaj mała ja pójdę do mamy zapytać co się stało - poinformował mnie mój brat.
Nie przejmowałam się tym, że ich nie ma, miałam film na dodatek mój ulubiony. Tępo gapiłam się w ekran. Tak mijały minuty, a ich dalej nie było.
W końcu przyszła moja mama, z jej oczu płynęły łzy.
- Kochanie, musimy jechać do babci - powiedziała
- Mamuś ale Kevin leci - posmutniałam.
- Wiem, ale u Babuni obejrzysz dobrze? - przytuliła mnie
- Dlaczego płaczesz? - otarłam jej policzka mokre od łez.
- Myszko pamiętasz pewnie jak opowiadałam Ci, że dziadziuś jest w ośrodku i tam odpoczywa oraz
leczy się na chorą nóżkę. Odwiedzaliśmy go, kupowaliśmy owoce, aby szybciej wrócił do domku. Tatuś też tam jest. Płaczę, ponieważ martwię się o niego - treściwie wytłumaczyła.
Nie zadawałam więcej pytań. Laura ubrała mnie i Robina. Pojechaliśmy do dziadków. Tam nas zostawiła i pojechała,
Długo jeździła do tego "ośrodka". Wracała późnymi wieczorami. Zmęczona, z podkrążonymi oczami, wymuszonym uśmiechem kładła mnie spać opowiadając bajkę. Nie wychodziło jej to tak doskonale jak tacie. Którego dalej nie było z nami. A za dwa dni święta. Nie wyobrażam Sobie ich bez niego.
Dzień przed Wigilią wróciła o wiele wcześniej cała zapłakana. Mówiła, nie żyje.
- Ale co to znaczy nie żyje? - popatrzyłam na mamę. Ta wzięła mnie na ręce i wytłumaczyła mi, że tatuś jest teraz z aniołkami i patrzy na nas z góry.
- A kiedy wróci?
- Niedługo.
Teraz wiem jak bardzo mnie okłamała. Cztery lata po śmierci taty, ona przyprowadziła do domu tego bydlaka, który mnie krzywdzi.
----------------------------------------------------------
HEJ HEJ!!!! WRÓCIŁAM, SAMA JESTEM W SZOKU!!
ALE ZDECYDOWAŁAM SIĘ NA TO!!!!
MAM DUŻO CZASU, WIĘC MOGĘ PISAĆ BLOGA!!!
LICZĘ NA WASZE KOMENTARZE, BO ONE SERIO DAJĄ MOTYWACJĘ DO PISANIA
JESTEŚ? TO ZOSTAW KOMENTARZ!!! DZIĘKUJE I BUZIAKI :****
Super się zapowiada, czekam na rozdziały i powodzenia ❤
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam paulabiliniewicz.blogspot.com
Wspaniale się zaczyna :)
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg <3
Ogromnie się cieszę, że wróciłaś!! <3
OdpowiedzUsuńJuż dodaję do obserwowanych, żeby być na bieżąco! (wbrew pozorom mojej "emetytury bloggerowej" jestem na czasie :D
Do następnego!
Dużo weny!! <333